środa, 9 stycznia 2013

2 podsumowania i plany na styczeń

Cześć dziewczyny!
Dzisiaj znowu przywędrowałam do was z potrójnym podsumowaniem :) Znowu mamy grubo kilka dni spóźnienia, ale mogę się usprawiedliwić chorobą, z której już prawie się wyleczyłam :)
Tak sobie patrzę na poprzednie podsumowania i do listy noworocznych postanowień chyba dopiszę jakąś graficzną zmianę tego właśnie działu :) Coby było przejrzyście, możecie się spodziewać jej pod koniec stycznia :)

Podsumowanie Grudnia 2012

Czy dla was także grudzień należy do najbardziej zabieganych miesięcy w roku? :) Tyle zamieszania związanego ze świętami, sylwestrem, a mnie jeszcze w gratisie dopadła grypa :/
Dlatego nie zawsze miałam siły i chęci, aby o te moje kłaczki dbać, zaniedbałam trochę olejowanie, picie drożdży i tworzenie własnych masek, ale nie odbiło się to na kondycji włosów :) Jedyne co mnie trochę zastanawia, to ich porost... wydaje mi się, że miesiąc temu źle go zmierzyłam, ale o tym później :) 

Aktualny stan moich włosów:

W zasadzie ogólna kondycja nie uległa ani poprawie, ani pogorszeniu. Jedyne co zauważyłam, to fakt, że bardziej błyszczą, a przez pewien czas rzadziej zbijały się w strąki, ale był to tylko chwilowy efekt. Na pewno są bardziej nawilżone, to trochę zasługa płukanki miodowej, a trochę mojego nowego KWC - balsamu aloesowego stapitz. Ampułki Joanny zapewniły mi nowe igiełki (baby hair), ale włosy przetłuszczają się tak samo jak wcześniej, więc będę musiała pomyśleć nad alternatywą suchego szamponu - talkiem dla dzieci :) Pod choinką znalazłam w tym roku między innymi upragnioną suszarkę - Remington D3710 o mocy aż 2200 W i prawdziwie zimnym nawiewie, postaram się napisać dla was osobny post o tymże gadżecie :D Ogólnie jestem dosyć zadowolona ze stanu moich kłaczków w grudniu, jako że tak je zaniedbywałam :) 
Mam też wrażenie, że grubość kucyka w końcu podskoczyła, minimalnie, ale podskoczyła. Wynosi ona w tej chwili 7,6cm, zaś wcześniej była równa 7, 5cm  :) Chociaż teraz znowu zmalała, bo... ścięłam grzywkę:D Cóż z niej zadowolona nie jestem, natomiast jestem bardzo dumna z moich rosnących bejbików :) O poroście napiszę poniżej w podsumowaniu drugiego miesiąca akcji - zapuszczamy włosy.

Moje odrosty
  Jak widać całkiem spore, chociaż na tym zdjęciu kolor jest bardzo przekłamany. Takiej szarości na głowie nie mam ;D W każdym razie - proporcje są zachowane, odrosty się powiększają, ale są widoczne tylko na pojedynczych pasmach, inaczej się zlewają, co widać doskonale na pierwszym zdjęciu w tej notce :)

Produkty, których używałam w grudniu:
Cóż, nie będę się rozpisywać, bo w zasadzie są te same, co miesiąc temu <KLIK>  . Chcę je wydenkować, ale to zajmie mi pewnie jeszcze sporo czasu :) Udało mi się to narazie jedynie z :

Przepraszam was za zdjęcia z sieci, ale zapomiałam się i po prostu wyrzuciłam część opakowań, resztę zdjęć uzupełnię, kiedy będę miała w miarę dobre światło :/












http://wizaz.pl/kosmetyki/foto/48123_250.jpg




 
 http://imgx.doz.pl/image/preparaty_zdjecie/1270

http://wizaz.pl/kosmetyki/foto/38921_250.jpg




http://wizaz.pl/kosmetyki/foto/41046_250.jpg

Natomiast do grona kosmetyków z poprzedniego postu dołączyły tylko trzy perełki:


http://wizaz.pl/kosmetyki/foto/53371_250.jpg

Używałam go do codziennego mycia i bardzo się polubiliśmy :) Niedługo pojawi się recenzja :D















http://wizaz.pl/kosmetyki/foto/50270_250.jpg

Świetne serum silikonowe do zabezpieczania końcówek.















http://wizaz.pl/kosmetyki/foto/52469_250.jpg

Użyty kilkakrotnie, zobaczymy jak się spisze z perspektywy czasu.


Akcja: Zapuszczamy włosy - podsumowanie
Efekty:
Ach, te wywijające się nie tak końcówki :/

Pod koniec listopada, kiedy mierzyłam pasemko kontrolne, wychodziło mi 31 cm, ale wydaje mi się, że zmierzyłam je źle, bo teraz wynosi ono zaledwie 32 cm. Nawet na zdjęciach widać, że efekty są większe. Jestem pewna, że włosy nie urosły mi mniej niż 2 cm :)
Baby hair są jak były i rosną w zabójczym tempie, na całej długości mam mnóstwo takich odstających włosków, które mnie rozczulają.

Co stosowałam?
- 15 razy wypiłam kubek drożdży, czyli o połowę za mało :/ Zawsze mi coś wypadło.
- przez 14 dni wcierałam w skalp ampułki wzmacniające Joanny Rzepy,
- olejek paprykowy green pharmacy wtarłam 4 razy, 
- a capitavit dwukrotnie. 
- masaż skalpu przy każdej wcierce, a czasami częściej. 


Moje włosowe plany na stycz

 W zasadzie w pierwszym zamierzeniu chciałam tu opublikownoworoczne postanowienia, ale mamy już 9 dni po nowym roku, więc nie chcę was nimi zanudzać. Zamiast tego chciałabym się wam pochwalić, jak mniej więcej wyglądają moje plany odnośnie włosów w styczniu :)

- picie 1 kubka siemienia lnianego dziennie,
- picie 2 kubków skrzypokrzywy dziennie,
- łykanie 4 tabletek tranu dziennie,
- łykanie 3 tabletek kompleksu witamin z grupy B dziennie,
- stosowanie calcium pantothenicum (1 opakowanie) 4 razy dziennie,
- stosowanie płukanek po każdym myciu,
- częste olejowanie,
- dużo domowych i sklepowych masek :),
- wcieranie olejów i olejków w skalp,
- masaż skalpu,
- poprawienie grzywki - to znaczy podcięcie jej ponownie (ale tym razem samodzielnie, przestałam ufać fryzjerom), kiedy tylko wystarczająco urośnie,
- częstsze noszenie koków i warkoczy, aby chronić włoski przed urazami mechanicznymi.

 Myślę, że na razie tyle, oby udało mi się zrealizować te punkty chociaż w połowie :) Jak widzicie, postawiłam na wewnętrzną pielęgnację i mam nadzieję, że przyniesie efekty (porost, porost!)


Jakie wy macie plany na ten miesiąc?


sobota, 5 stycznia 2013

Pielęgnacja łatwo rozdwajających się końcówek

Witajcie :)
Chociaż najniższe temperatury już są za nami (a przynajmniej żywię taką nadzieję), dopiero teraz postanowiłam poruszyć temat pielęgnacji najdelikatniejszej, tak myślę, części naszych włosów, a mianowicie - ich końców. Szczególnie przy niskich temperaturach są one narażone na zniszczenia, ale o każdej porze roku powinniśmy zwracać na nie dużo uwagi i bardzo je chronić, ponieważ zniszczone odbierają całą masę uroku nawet najpiękniejszym kłaczkom :) Na ich temat zostało powiedziane już bardzo wiele, ja w tym poście postanowiłam zebrać najbardziej podstawowe informacje, a zarazem najistotniejsze.
http://fryzurki.blox.pl/resource/splitendsinh.jpg
Rozdwojone końcówki
Są chyba największą zmorą każdej zapuszczającej włosy dziewczyny. Nie sądzę, aby dało się kiedyś całkowicie ten problem wyeliminować, ale na pewno można z nim walczyć i spowolnić pojawianie się ich. Rozdwojonych końcówek nie można zregenerować, włosy są martwą strukturą i niestety jest to fizycznie niemożliwe. Istnieją produkty, które zapewniają takie złudzenie, ale w rzeczywistości jedynie sklejają ze sobą dwie części włosa, a po odstawieniu ich możemy być pewne, że włosy będą wyglądały tylko gorzej, a problem się nasili. Istnieje tylko jeden skuteczny sposób na pozbycie się ich - nożyczki. Bardzo ostre nożyczki fryzjerskie, które włosy rzeczywiście obetną, a nie zmiażdżą i poszarpią. Polecam zaprzyjaźnić się z jakimś zaufanym fryzjerem i odwiedzać go, kiedy zauważymy choćby jedną taką porozdwajaną końcówkę. 
Powody rozdwajania się końcówek
Głównym powodem tego problemu są uszkodzenia mechaniczne, na które są narażone nasze włosy. To jak bardzo podatne są na takie urazy, jest indywidualną cechą każdej z nas, ale duży wpływ na to ma ogólne zdrowie organizmu, porowatość włosów (wysokoporowate włosy mają porozchylane łuski, więc łatwiej się rozdwajają), stosowane zabiegi  (ondulacja itp.) oraz to jak o nie dbamy. Jeżeli nie chorujemy na przewlekłe choroby, możemy zminimalizować problem rozdwajających się końców bardzo łatwo.

Jak spowolnić proces?
Sposobów jest mnóstwo i większość daje naprawdę duże efekty :) Oczywiście tempo rozdwajania się jest sprawą bardzo indywidualną i zależy od wielu czynników, o których wspomniałam wyżej, ale każda z nas może liczyć na dużą zmianę w tym przypadku. O to kilka przydatnych "chwytów", jakie pomogą wam wyeliminować problem łatwo rozdwajających się końcówek :

1. Silikonowe serum - sposób bardzo popularny i bardzo skuteczny. Wystarczy odrobinka takiego kosmetyku do zabezpieczenia. Nakłada się zazwyczaj kropelkę na mokre jeszcze końcówki. Ważne, aby skład nie zawierał alkoholu denat, ale wszelkie silikony są pożądane :) I nie zapominajmy o oczyszczaniu z nich kłaczków raz na jakiś czas (Szamponem z SLS).
2. Silikonowe serum z dodatkami olejów/półproduktów - metoda, którą ostatnio bardzo polubiłam i stosuję na całą długość włosów. Mieszam zwykle kropelkę serum Mariona z kropelką oleju arganowego lub kwasu hialuronowego 1%. Włoski oprócz ochrony dostają również sporą dawkę nawilżenia :) Oczywiście wy możecie wybrać inny dodatek, ważne, żeby miał działanie nawilżające. Polecam głównie lekkie oleje i właśnie wyżej wymieniony kwas :)
3. Oleje - według mnie nie zabezpieczają włosów najlepiej, ale lepsze to niż nic, jeżeli bardzo wzbraniamy się przed silikonami. Polecam je do stosowania przy wyższych temperaturach, ale zimą lepiej wybrać którąś z powyższych opcji. Stosowałam w tym celu zarówno olej arganowy, kokosowy, rycynowy i masło shea, ale dwa pierwsze, jako dosyć lekkie oleje, sprawdzały się najlepiej, bo nie obciążały końcówek. Nakładałam je jak serum, dosłownie odrobinkę na świeżo umyte i nadal mokre końcówki. Jesienią sprawdzały się świetnie, ale gdy zrobiło się zimniej, a ja zaczęłam nosić szaliki, to włoski zaczęły się lekko łamać i rozdwajać. Istnieje również olejowa alternatywa - kremy, ale ja sama ich nie stosowałam:)
4. Półprodukty - używane solo również bardziej nadają się na wiosnę, lato czy jesień, bo nie tworzą tak szczelnej osłonki na włosie jak silikony. Oczywiście najfajniej będą działały te nawilżające jak kwas hialuronowy, aloes, spirulina czy elastyna, bo przesuszone włoski są jeszcze bardziej podatne na zniszczenia.
5. Silikony, po stokroć silikony - no dobra, bez przesady, ale szczególnie zimą powinnyśmy zakolegować się z tymi "stworzonkami". Oczywiście rozsądnie. W odżywkach i maskach zaakceptujmy te łatwiej zmywalne, ale w szamponach nadal unikajmy :) I pamiętamy o oczyszczaniu SLS'em!
6. Zimna woda - w przeciwieństwie do zimnej temperatury końcówkom służy. Staramy się myć włosy chłodną wodą, a na koniec potraktujmy końce lodowatym strumieniem, który domknie łuski włosów.
7. Płukanki zamykające łuski włosa lub nawilżające - warto stosować po każdym myciu :) Mam tu na myśli głównie miodową, octową i lnianą, które włosków na pewno nie przesuszą :)
8. Unikanie uszkodzeń mechanicznych - spinanie włosów, aby nie ocierały się o szale, biżuterię, spanie w koku ślimaku... 
9. Odstawienie prostownicy, lokówki i suszarki z ciepłym nawiewem - stylizacja na gorąco działa gorzej na włosy niż ekstremalnie niskie temperatury. Jak musimy suszyć włosy, to wybierzmy suszarkę z jonizacją i prawdziwie chłodnym nawiewem.
10. Nakładanie większej ilości masek, odżywek na końce - wiadomo, że bez przesady, aby nie przeciążyć włosków, ale maski zapewnią większą ochronę :)
11. Odpowiednia dieta - wiele osób lekceważy ten punkt (na czele ze mną, niestety :/), ale zdrowe odżywianie się ma duży wpływ na cały organizm, w tym oczywiście włosy i wzmocnienie ich struktury. Warto pomagać sobie z suplementami :)
12. Ograniczenie zabiegów chemicznych - farbowanie chemicznymi farbami, rozjaśnianie, trwałe... przesuszają nam włosy i bardzo często uszkadzają łuski włosów. Takie słabe kłaczki są bardzo podatne na uszkodzenia - w tym właśnie rozdwajanie czy łamliwość.
13. Ochrona przed chlorem/słoną wodą - temat już poruszałam, więc nie będę się powtarzać, zainteresowanych zapraszam <TU>
14. Delikatne obchodzenie się z mokrymi włosami - jak doskonale wiemy, włosy mokre lub chociaż wilgotne są bardziej narażone na uszkodzenia mechaniczne, bo ich łuski są w tym stanie rozchylone. Nie czeszmy mokrych włosów (wyjątkiem są kręconowłose, które powinny przeczesać je bezpośrednio po myciu) jeżeli możemy tego uniknąć i nie trzyjmy ich ręcznikiem.
15. Dobranie odpowiednich akcesoriów włosowych - chodzi to o szczotki i grzebienie, które nie będą szarpać nam włosów, wsuwki zakończone "kuleczkami", miękkie gumki bez metalowych, plastikowych i ogólnie elementów mogących pohaczyć włosy. Unikanie klamr, opasek z "ząbkami" itp. :) No i oczywiście sławna kwestia nożyczek do włosów, które muszą być ostre, aby rzeczywiście cięły, a nie miażdżyły nam końce włosów.
16. Ogólnie dbanie o włosy - wiadomo, że włosy zdrowe będą się wolniej rozdwajać niż włosy zniszczone, dlatego pamiętajmy o podstawach włosomaniactwa: olejowaniu, nawilżaniu et cetera, et cetera :)


Ja nigdy nie miałam większego problemu z rozdwajającymi się końcówkami, kiedy ostatnio obcinałam włosy, zrobiłam to praktycznie po 1,5 roku, a rozdwojone końce mogłabym i tak wyliczyć na palcach. Teraz od czasu do czasu zobaczę rozdwojoną końcówkę, ale jest to pozostałość po grzywce, której nie obcinałam od bardzo dawna. Reszta jest cudownie przyjemna w dotyku i bardzo zdrowa :) Mam nadzieję, że będzie tak jeszcze długo i długo :)
A oto ich zdjęcie:


Przepraszam was bardzo za to, że nie pojawiły się jeszcze podsumowania, ale dopiero wracam do zdrowia, a wcześniej nie miałam siły ich zrobić. Powinny się pojawić na dniach :)

niedziela, 30 grudnia 2012

Recenzja: Joanna Rzepa - Ampułki wzmacniające

Hej :)
Jak same pewnie zauważyłyście - grudzień to jeden z najbardziej zabieganych miesęcy. Ja nie mogłam znaleźć ani chwilki czasu na napisanie notki na blogu :c Ale włosków nie zaniedbałam, a niedawno skończyłam nawet wcieranie ampułek wzmacniających Joanny Rzepy i dzisiaj przyszłam do was z ich recenzją :)



Co nam obiecuje producent ?

Problem? Masz włosy przetłuszczające się, cienkie, delikatne, ze skłonnością do łupieżu i wypadania? Szukasz skutecznego produktu, który pozwoli Ci wzmocnić je i zmniejszyć ich przetłuszczanie?

Rozwiązanie Ampułki wzmacniające Rzepa - zawierają bogaty zestaw aktywnych składników, takich jak ekstrakt z czarnej rzepy oraz inne wyselekcjonowane ekstrakty naturalne, a także witaminę PP, mentol, dermosacharydy i prowitaminę B5, aby skutecznie zmniejszać przetłuszczanie się  skóry głowy oraz działać energizująco i wzmacniająco. To specjalistyczny produkt do wcierania w skórę głowy, który pozwala osiągnąć wyjątkowe rezultaty przy regularnym stosowaniu.

Dlaczego?Unikatowa receptura preparatu oparta jest na starannie dobranych składnikach działających stymulująco, wzmacniająco i energetyzująco na cebulki włosowe. Zawiera wyjątkowo wysokie stężenie ekstraktu z czarnej rzepy, uznawanej przez medycynę ludową za jeden z najskuteczniejszych naturalnych środków wzmacniających i zapobiegających wypadaniu włosów.

 Rezultat! 
- włosy mocniejsze, pełne życia i bardziej lśniące
- zmniejszenie nadmiernego przetłuszczania się włosów
- redukcja świądu i złuszczania się skóry głowy towarzyszących łupieżowi


Skład:
Aqua - woda
Alcohol Denat -  rozpuszczalnik i konserwant. Wysusza i może podrażniać.
PEG-75 lanolin - emolient i emulgator zreazem.
Raphanus Sativus Extract - ekstrakt z czarnej rzepy.
Urtica Dioica Extract - ekstrakt z pokrzywy zwyczajnej.
Arctium Lappa Extract - ekstrakt z łopianu większego.
Humulus Lupulus Extract - ekstrakt z chmielu.
Glycogen - humektant, działa nawilżająco.
Glycerin - utrzymuje wilgoć.
Niacinamide - nic innego jak amid kwasu nikotynowego. Powoduje poprawę ukrwienia skóry głowy, wzmacnia cebulki i zapobiega wypadaniu włosów.
Panthenol -prowitamina B, humektant.
Menthol - kolejny nieciekawy alkohol. Służy w kompozycji zapachowej.
Allantoin - regeneruje i nawilża.
Citric Acid - reguluje pH.
DMDM Hydantoin - konserwant
Methylchloroisothiazolinone - konserwant
Methylisothiazolinone - konserwant

Moja opinia:
Żeby było przejrzyściej, forma recenzji nieco się zmieniła :)


Estetyka - 3/3
Tutaj ważną rolę gra gust, ale mi wygląd opakowania bardzo przypadł do gustu :) Minimalnie, klasycznie, ale z gracją. Również ampułki mają ciekawy kształt i nie będą "straszyć" stojąc na półce.
Funkcjonalność - 1/3
Natomiast aplikacja była niezbyt ciekawa. Ampułki są szklane, więc z braku wprawy można się nieźle pokaleczyć o ułamane części. Nie polecam też "miziania" ampułką skalpu. Ostre krawędzie łatwo podrażnią nie tylko delikatny skalp. Ja wylewałam preparat na dłoń i dopiero wcierałam go w skórę głowy. No i ampułki są zbyt duże. Jedna starczała mi na 2 razy :) Jednak tragedii związanych z aplikacją nie było. Musiałam tylko uważać, aby z rozpędu się nie skaleczyć xp
Zapach- 0/3 
Znowu - co kto lubi, dla tak wrażliwych nosów jak mój - katorga. Nawet po dwóch tygodniach używania produktu, nie przyzwyczaiłam się do tej bardzo specyficznej woni.
Skład - 3/3  
Wcierka jest na bazie wody, ale ma dużą zawartość alkoholu, który może podrażniać. Mi nic złego nie uczynił. Poza tym mamy kilka naprawdę ciekawych ekstraktów i substancji aktywnych, jak chociażby amid kwasu nikotynowego, którego nazwa brzmi groźnie, ale to przyjazna substancja. Dla zachowania równowagi z alkoholowym przesuszeniem, dodano dużo nawilżających składników :) Skład jest naprawdę przyjemny. Prawie wcale nie ma niepotrzebnych składników/
Porost - 1,5/3
Ten punkt sprawia mi największy problem. Coś pokręciłam przy dwóch ostatnich mierzeniach pasma kontrolnego, bo przyrost jest zauważalny na zdjęciach, a nawet odczuwalny przeze mnie na co dzień, natomiast miara wskazuje, że włosy urosły mi przez te dwa tygodnie 0,5 cm, co jest kompletną bujdą. Ja daję im około 1,7 cm więcej. Zresztą oceńcie same po zdjęciach poniżej. Wspomnę też, że głównym powodem, dla jakiego kupiłam te ampułki był właśnie porost. Nie wiem, co o tym sądzić.  
Kondycja włosów - 2,5/3
Cóż, na pewno mocniejsze niż przed zastosowaniem ampułek, ale nie sądzę, aby była to ich wyłączna zasługa. Nie odbiły się od powierzchni, a blask... nie wiem jak wy, ale nie sądzę, aby produkt nakładany na skalp miał wpływ na (chociażby) blask końcówek :) Pojawił się też mały jeżyk, który jest dosyć mocny :)
Redukcja przetłuszczania - 1/3
Jak większość z was wie albo nie, mam duże problemy z przetłuszczaniem i ta wcierka ich nie zlikwidowała :/ Może były troszeczkę mniej przyklapnięte pod wieczór, ale nic cudownego. Nadal muszę myć włosy codziennie :)
Zahamowanie wypadania- 3/3
Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że wcierka zredukowała wypadanie włosów. Unormowało się ono, mimo że stres, jaki był jego przyczyną nadal jest jeszcze obecny w moim życiu, słabiej, ale go odczuwam. Dlatego cieszę się, że zostanie mi trochę włosków na tej łepetynie :D
Oczyszczenie skalpu - 1/3
Na pewno trochę oczyszcza, ale nie spektakularnie. O wiele słabiej od peelingów, a już tym bardziej w porównaniu do Capitavitu, którego recenzję powinnam napisać w styczniu :) 
Cena i dostępność - 2/3
Wcierkę dostaniemy w każdej drogerii z sieci "Natura", nie wiem gdzie jeszcze, ale tam jest praktycznie zawsze. Niestety cena jest dosyć duża - 20 zł. za 7 ampułek. Jednak można upolować je o wiele taniej, ja wydałam 12 zł :)

  
Ogólne wrażenie - 18/30 

Ampułki na pewno nie wylądują na mojej liście kosmetyków wszech czasów (KWC), ale na pewno warto je wypróbować, szczególnie po promocyjnej cenie. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co mam sądzić o tym przyroście, ale wcierka na pewno nie dała włosom solidnego kopa, może troszeczkę je dopingowała w tym rośnięciu. Będę szukała innych alternatyw, skuszę się pewnie na Jantar, ale gdybym miała większy problem z wypadaniem, z pewnością sięgnęłabym po ten kosmetyk ;) A nóż pomoże? 


A wy znacie jakieś sprawdzone wcierki, które bardzo przyspieszają przyrost? :)



niedziela, 16 grudnia 2012

Kolory moich włosów w ciągu dwóch ostatnich lat :)

Hej :)
Ostatnio było trochę teorii, więc dzisiaj wpis dużo luźniejszy. Chciałabym wam pokazać, jak doszłam do mojego obecnego koloru i jakie właściwie odcienie gościły na mojej czuprynie w ciągu ostatnich dwóch lat.



Moją naturalną barwą włosków jest taki mysi blond, który jednak nigdy nie wyglądał tak samo. Zawsze miałam na kłaczkach mnóstwo refleksów i naturalnych pasemek. Słońce bardzo je rozjaśniało, a jego brak mocno przyciemniał. Zdarzało się, że byłam pytana kilkakrotnie w ciągu jednego miesiąca o to, czy rozjaśniałam ewentualnie przyciemniałam włosy, robiłam pasemka itp.
A to była czysta natura. Oczywiście na zdjęciach tego za bardzo nie widać, zły aparat, zły! :D



listopad 2010

marzec 2011


 
 kwiecień 2011 (w słońcu)



maj 2011 (już dużo jaśniejsze)



czerwiec 2011 (po dużej dawce słońca)


lipiec 2011 (w czasie bardzo słonecznego pobytu w Hiszpanii)



  Niestety w pewnym momencie mi odbiło i stwierdziłam, że pofarbuję się na... rudo! Nie wiem jakim cudem, ale akurat wpasowałam się w tę dziwną modę i nic wyjątkowego w końcu na głowie nie miałam xD Kolor, który wybrałam to rubinowa czerwień z szamponetek palette na 24 mycia). Na początku byłam wniebowzięta, było to moje pierwsze kombinowanie z włoskami. Nigdy nie lśniły tak mocno! Ale to był krótkotrwały efekt.


lipiec 2011 (zaraz po nałożeniu szamponu koloryzującego)
 

Wciąż lipiec 2011 (na drugi dzień, za to w dużym słońcu. Kolor w rzeczywistości był niewiele jaśniejszy niż po samej koloryzacji) 
 

pod koniec lipca 2011 (kolor zrudział, ale się nie spłukał w zasadzie ani trochę, chociaż było już grubo ponad 12 myć - czyli połowa)


 I oczywiście jak możecie się spodziewać, kolor nie zszedł po tych obiecanych 24 myciach. Na początku zwaliłam całą winę na szamponetkę, ale teraz uświadomiłam sobie, że to po części wina moich dosyć niskoporowatych włosów.


 końcówka sierpnia 2011 (w sumie kolor był troszkę mniej marchewkowy i ciemniejszy, ale nadal na włosach był)

wrzesień 2011 (kolor bardzo wypłowiał, zniknął blask naturalny i ten od szamponetki)

październik 2011 (pojawiły się widoczne odrosty, kolor wciąż pozostawał na włosach)

listopad 2011 (odrosty!!!)


Mimo straty blasku po użytej szamponetce, kolor włosków w sumie wciąż bardzo reagował na czynniki pogodowe, czyli głownie słońce. Raz był bardziej blond, raz bardziej rudy... Odrosty zaczęły mnie denerwować, bo moje włosy jednak rosną dosyć szybko i w grudniu te potworki sięgały mi prawie do ucha. Postanowiłam, że użyję jeszcze jednej szamponetki. Stwierdziłam, że skoro palette tak mocno pokryła mi włosy, to teraz tylko palette ten kolor przykryje. Głupia ja :/ wybrałam tym razem złoty blond. W zasadzie jedyne, co się zmieniło, to fakt, iż zatarła się różnica między moimi odrostami a częścią farbowaną, ale to wciąż nie był mój kolor :/ Tylko jakiś rudy, niewiele zmieniony. A wiadomo, nawet szamponetka  (blond oczywiście, inne nie :D) ma rozjaśniacz, więc troszkę podniszczyła mi kłaczki.

styczeń 2012 (tuż po drugiej szamponetce) 

marzec 2012 (wciąż rude włosy i bardzo duże, w sumie podwójne odrosty)

 kwiecień 2012 (związane w koka wyglądały jak blond z rudymi końcówkami, odrosty były ogromne)

 maj 2012 (razem ze słońcem w tym roku pojawiły się nie blond, lecz rudawe refleksy na moich odrostach i wiedziałam już, że nie odzyskam szybko mojego naturalnego koloru, a odrosty tak czy siak odznaczały się od koloru)

W czerwcu włoski zaplotłam w warkoczyki syntetyczne i trzymałam je ponad 2 miesiące. Po ich zdjęciu pojaśniały mi trochę (od greckiego słońca, które jest bardzo mocne) te włosy, które były w nich "na wierzchu". Wciąż pozostawały rude, a odrosty było świetnie widać.

  sierpień 2012 (bezpośrednio po zdjęciu warkoczyków, odrosty sięgały gumki w kitce)

 wrzesień 2012 (kolorowe, lekko pomarańczowe włoski, sporo blondu, ale mniejsze różnice między odrostami)

październik 2012 (linia między odrostami na jakiś czas się zatarła, miały dziwną barwę)


 listopad 2012 - dwa ostatnie zdjęcia pokazują mniej więcej również moją obecną barwę włosków. 
W końcu jakiś w miarę normalny kolor, który polubiłam.


Jak wspomagałam zmianę koloru?
Nie robiłam zbyt wiele, aby wrócić do naturalnej barwy. Na początku używałam szamponu head&shoulders (cytrynowego) , bo podobno bardzo spierał kolor farb. Nic w tym nie pomógł, ale dorobiłam się dzięki niemu łupieżu :/ Potem tylko zapuszczałam. Dopiero niedawno zaczęłam używać płukanek. Najpierw szałwiowej, potem rumiankowej i w końcu tej z nagietka. Pierwsza przyciemniła lekko włosy, a ja chcąc się pozbyć tego efektu sięgnęłam po rozjaśniającą rumiankową. Potem jakoś trafiłam na nagietek, który nadał moim włoskom ładny rudy odcień i wiele refleksów tego koloru :) Wydobył tę barwę :D Płukanki dają bardzo dużo.